zajęcia dla kobiet w ciąży Kraków | mieszkanie poznań | runy
Nie wydaje się zatem,
Nie wydaje się zatem, żeby przepaście były aż tak głębokie, a „gwałtowne żądanie wyłączności" po roku 1931 przez kolorystów aż tak gwałtowne, jak to przedstawia Estreicher. Nie wydaje się też, Acby nie można było wówczas „pozwolić sobie na krytykę" oficjalnej polityki kulturalnej (s. 269). A już doprawdy nonsensownie brzmi zdanie Chwistka o ludziach, co bronią „impresjonistycznego szablonu": „jest jwme, że argumenty te nie różnią się od tych, jakimi zasadniczo posługują się hitlerowcy" (s. 271). Estreicher, który przy innej sposobności iwraca uwagę na dziecinny emocjonalizm Chwistka i jego zamiłowanie do hiperboli słownej (s. 353, 358), tutaj tylko dolewa oliwy do ognia. „W walce z naturalizmem był więc Chwistek osamotniony. Równocześnie uoraz częściej zdarzało się, że hitlerowskie teorie o sztuce nowoczesnej przenikały do Polski. Owe artykuły napawały Chwistka przerażeniem" («. 270, patrz też s. 334). Autor nie przytacza żadnego przykładu, choć N rzadka dałoby się je zapewne znaleźć. Chyba dał się ponieść zapalczywej rzesadzie Chwistka: dosyć jest w tej książce bolesnych i celnych obrazów oteryjności, ciasnoty, wstecznictwa, podgryzania się wzajemnego, żeby Jruzcze dorzucać takie generalne oskarżenie. (ieueralne, bo skierowane w czambuł pod adresem „naturalistów". Któż to taki ? Estreicher w ślad za Chwistkiem umieszcza pod tym szyldem wszyst-kieh właściwie ówczesnych polskich malarzy: z wyjątkiem abstrakcjoni-ntów łódzkich, zapewne Witkacego i samego Chwistka, który zresztą na równi z „naturalizmem" nie uznawał abstrakcji.
 
Lampy | calling card | alveo
Microsoft | praca Zabrze | wątroba